Nie wstydzę się, że używam AI. Wstydziłabym się używać jej bezmyślnie
Olga Tokarczuk powiedziała, że rozmawia z AI i czasem zwraca się do niej „kochana”. I wystarczyło. Przez chwilę można było odnieść wrażenie, że nie chodzi już o narzędzie do kwerendy, ale o literacką zbrodnię stulecia.
W oświadczeniu doprecyzowała jasno: nie napisała książki z AI ani z nikim innym. Korzysta z modeli językowych jako jednego z narzędzi pracy: do kwerendy, dokumentacji i sprawdzania faktów. Tak jak wcześniej korzystało się z bibliotek, archiwów, indeksów, wyszukiwarek czy rozmów z ekspertami. Z tą różnicą, że dziś część tej pracy można wykonać szybciej, ale nadal trzeba ją sprawdzić.
Medialna burza wyrosła z jednego zdania wyjętego z szerszej rozmowy. Ktoś przypisał pisarce intencję, której nie miała, reszta podchwyciła narrację i sąd był gotowy, zanim ktokolwiek zapytał o kontekst. To mechanizm, który dobrze znamy: fragment, dopisana intencja, wyrok.
Ale tym razem uderzył w kogoś, kto powiedział publicznie, że korzysta z AI. I to właśnie mnie niepokoi najbardziej.
Nie sama dyskusja. Ona jest potrzebna i warto ją prowadzić poważnie. Niepokoi mnie szybkość, z jaką użycie narzędzia zostało zamienione w zarzut.
Miejsce w Modelu KNOW AI
Ten tekst wspiera przede wszystkim Krok 3: Kształtuj. Pokazuje, dlaczego przed wprowadzeniem AI do pracy uczniów potrzebujemy kultury jawności, odpowiedzialności i świadomego podejmowania decyzji. Łączy się także z Krokiem 4: Wdrażaj, bo dotyczy praktycznych zasad rozmowy o tym, kiedy AI wspiera myślenie, a kiedy zaczyna je zastępować.
Czym różni się narzędzie od oszustwa?
Warto tu zatrzymać się na chwilę, bo ta różnica jest bardzo ważna także w szkole.
Czym innym jest sytuacja, w której AI pisze za człowieka tekst, a człowiek podpisuje go własnym nazwiskiem. Czym innym jest sytuacja, w której AI pomaga w procesie pracy: podsuwa pytania, porządkuje notatki, pomaga sprawdzić fakty, pokazuje kontrargumenty albo zmusza do doprecyzowania myśli.
W obu przypadkach można powiedzieć: „ktoś użył AI”. Ale to zdanie mówi za mało.
Tokarczuk opisała tę drugą sytuację. Część odbiorców natychmiast dopisała pierwszą. Bo tak jest prościej. Łatwiej oburzyć się na „pisanie z AI”, niż spokojnie zapytać, gdzie kończy się narzędzie, a gdzie zaczyna zastępowanie autora.
A właśnie takie pytania powinniśmy dziś zadawać także w edukacji.
Co się dzieje, kiedy z używania AI robimy powód do wstydu?
Ten mechanizm nie dotyczy tylko literatury. Bardzo szybko przenosi się do szkoły: na lekcje, do pokoju nauczycielskiego i do rozmów o tym, co wolno uczniom, ale też nauczycielom.
Najpierw pojawia się ukrywanie. Nie rezygnacja.
Jeżeli za przyznanie się do korzystania z AI grozi podejrzenie, ironia albo moralny wyrok, ludzie nie przestają jej używać. Przestają o tym mówić. W badaniu dotyczącym przyszłych nauczycieli opisano to jako „AI shaming”, czyli sytuację, w której ludzie wstydzą się ujawnić, że korzystali z AI, bo boją się etykietki leniwych, nieuczciwych albo niekompetentnych.
Efekt jest odwrotny do zamierzonego: zamiast refleksji pojawia się cisza. Zamiast rozmowy o jakości pracy pojawia się ukrywanie procesu.
A kiedy znika jawność, znika też rozmowa o jakości. Nie pytamy już: do czego użyłeś AI, co sprawdziłeś, co zmieniłeś, co było Twoją decyzją. Pytamy tylko: „czy użyłeś?”. A to pytanie jest zbyt proste jak na rzeczywistość, w której już żyjemy.
Pojawia się też niespójność, którą uczniowie widzą natychmiast.
Dorośli korzystają z podpowiedzi, tłumaczy, korektorów, wyszukiwarek, rekomendacji i modeli językowych. Często codziennie. Często bez większej refleksji. A potem oczekują od uczniów świata sprzed AI.
Uczeń szybko rozumie, że problemem nie jest samo użycie narzędzia, tylko przyznanie się do niego. A to już bardzo niebezpieczna lekcja.
W takim układzie nauczyciel traci coś bardzo ważnego: możliwość bycia przewodnikiem.
Nie dlatego, że musi znać każde narzędzie. Nie musi. Ale powinien umieć nazwać własny proces: po co sięgnął po AI, co z nią zrobił, co sprawdził, co odrzucił i gdzie podjął własną decyzję.
Jeśli nauczyciel sam nie potrafi tego nazwać, trudno będzie mu wymagać tego od uczniów. Nie dlatego, że uczniowie są sprytniejsi. Tylko dlatego, że bardzo szybko wyczuwają, czy dorosły mówi z doświadczenia, czy tylko powtarza ogólne zasady.
I wreszcie: szkoła bardzo łatwo może wtedy zamienić uczenie się w polowanie.
Zamiast projektować zadania, w których AI może wspierać myślenie, zaczynamy tropić, wykrywać i podejrzewać. Uczniowie uczą się wtedy nie odpowiedzialności, tylko obchodzenia systemu.
To jest dokładnie odwrotność tego, o co powinno nam chodzić.
Dlatego tak ważne jest nie tylko pytanie, czy uczeń użył AI, ale też jak zaprojektowaliśmy zadanie. O tym pisałam szerzej w tekście o skali AIAS i zadaniach dla uczniów w erze AI:
https://eduwczasachai.pl/zadania-dla-uczniow-w-erze-ai/
Nauczyciel jako wzór odpowiedzialnego korzystania
Uczniowie nie potrzebują dorosłych, którzy udają, że AI nie istnieje albo że sami nigdy z niej nie korzystają. Potrzebują dorosłych, którzy potrafią pokazać konkretnie i otwarcie, jak korzystać z niej świadomie.
To nie jest wezwanie do entuzjazmu ani do zachwytu nad każdym modelem językowym. To wezwanie do dojrzałości: używam, wiem po co, sprawdzam, decyduję i biorę odpowiedzialność.
W praktyce wystarczy prosty standard jawności. Kiedy korzystam z AI, powinnam umieć powiedzieć:
- do czego jej użyłam,
- czego AI za mnie nie zrobiła,
- co po niej sprawdziłam,
- co zmieniłam własną decyzją.
Na przykład: AI pomogła mi zebrać pytania problemowe, które mogłam przeoczyć. Ale to ja wybrałam te, które pasują do mojej klasy. To ja sprawdziłam fakty. To ja odrzuciłam nietrafione propozycje. To ja dopasowałam materiał do celu lekcji.
To samo warto zaproponować uczniom. Nie wystarczy powiedzieć: „korzystałem z AI”. Trzeba umieć dopowiedzieć: „w tym miejscu, w taki sposób, a potem zrobiłem z tym to i to”.
To blisko modelu 4D biegłości w AI, o którym pisałam osobno: Decydowanie, Dialog, Dociekliwość i Dbałość.
https://eduwczasachai.pl/bieglosc-w-ai-co-to-znaczy-i-jak-ja-rozwijac-model-4d/
Szkoła potrzebuje nie tylko zasad, ale też przykładów
Oczywiście szkoła potrzebuje zasad. Ale zasady nie wystarczą, jeśli dorośli nie pokazują, jak wygląda odpowiedzialne korzystanie z AI w praktyce.
Regulamin może powiedzieć, czego nie wolno. Nauczyciel może pokazać coś ważniejszego: jak myśleć, sprawdzać, poprawiać i brać odpowiedzialność za efekt.
O tym, jak szkoła może wypracować sensowne reguły korzystania z AI, pisałam także tutaj:
https://www.edunews.pl/nowoczesna-edukacja/ict-w-edukacji/7288-ai-w-szkole-dlaczego-bez-zasad-nie-ma-madrej-innowacji
A jeśli niepokoisz się nie tyle samymi zasadami, co czymś głębszym – tym, czy szkoła w ogóle nadąża za zmianami, które AI już wprowadziła do codziennego życia uczniów – zapraszam do tekstu o zaufaniu w edukacji w czasach AI:
https://eduwczasachai.pl/?p=356
Nie wstydzę się, że używam AI
Wstydziłabym się używać jej bezmyślnie: bez sprawdzania, bez weryfikacji, bez własnej decyzji o tym, co zostaje, a co ląduje w koszu.
W gruncie rzeczy o to samo rozbija się spór wokół Tokarczuk: nie o to, czy narzędzia istnieją, ale o to, kto podejmuje decyzje i kto bierze odpowiedzialność.
W edukacji nie możemy sobie pozwolić na samą atmosferę podejrzenia. Mamy do zrobienia coś trudniejszego niż oburzenie: musimy pokazywać uczniom, jak wyglądają świadome wybory w świecie, w którym AI już jest i zostanie.
Nie uczmy uczniów ukrywania, że korzystają z AI. Uczmy ich odpowiedzialności za własne myślenie.
Źródła i konteksty
- Oświadczenie Olgi Tokarczuk – Kultura Onet:
https://kultura.onet.pl/ksiazki/spor-o-slowa-olgi-tokarczuk-noblistka-wydala-oswiadczenie-niewlasciwie-zrozumiane/9x53bbh - AI Shaming Among Teacher Education Students – University of Helsinki:
https://researchportal.helsinki.fi/en/publications/ai-shaming-among-teacher-education-students-a-reflection-on-accep/ - Kompetencje AI dla nauczycieli i uczniów – UNESCO: https://www.unesco.org/en/articles/what-you-need-know-about-unescos-new-ai-competency-frameworks-students-and-teachers
Po więcej podobnych treści zapraszam do mojego newslettera:
